
Często mówimy, że wierzymy w pomoc naszego Anioła Stróża. Wierzymy, że stoi przy nas, czuwa i prowadzi. Ale czy naprawdę liczymy się z tym, że może on wkroczyć w nasze codzienne sprawy?
Kasia z Niemiec przeżyła w czasie podróży do Ars coś, co stało się dla niej – i może także dla nas – pięknym przypomnieniem, że aniołowie naprawdę działają.
Była środa przed Bożym Ciałem. Kasia miała wcześnie rano zdążyć na pociąg do Karlsruhe, gdzie miała spotkać się z koleżankami, by razem pojechać dalej, do Ars, i tam uczestniczyć we Mszy świętej oraz procesji Bożego Ciała. Wszystko było przygotowane: nocleg u koleżanki, śniadanie, rower dojazdowy na dworzec. Ale rano okazało się, że roweru… nie ma. Koleżanka zapomniała przekazać klucz. Do odjazdu pociągu zostało kilka minut – za mało, by dojść pieszo. Telefon koleżanki milczał. Ulica była pusta. Sytuacja bez wyjścia.
Wtedy Kasia zwróciła się z całego serca do swojego Anioła Stróża: „Aniele Stróżu, zorganizuj coś! Pomóż!”
I nagle – zupełnie niespodziewanie – na pustej dotąd ulicy pojawiła się taksówka. Jedyna, jaka tamtędy przejechała. Kasia zdążyła na pociąg z zapasem czasu i pojechała dalej, z radością i poczuciem, że ktoś naprawdę nad nią czuwa.
Tak rozpoczął się jej piękny czas w Ars – pełen pokoju i małych cudów.
Anioł Stróż działa, kiedy naprawdę liczymy na jego pomoc. Wystarczy wołać z serca – a resztę on potrafi „zorganizować”.
